książka Najwyższa Izba Kontroli

       

Podstrony


Ktoś kto twierdzi, ze cierpienie uszlachetnia- jest masochistą..

Jak dla mnie nalezy to zrobić - a jakże - radykalnie. W sytuacji, gdzie od 17 lat żadna ekipa nie miała szans na rządzenie dlużej niż tylko jedną kadencję wszelkie zmiany rozłożone w czasie oznaczają stratę tego czasu i marnotrawienie pieniędzy podatników dlatego jeśli chodzi o naprawę Państwa optuję za modelem angielskim (XVI-wiecznym). Kto oglądał "Elisabeth" ten wie, o czym mówię... 8)

Walsingham :hyhy:

Cytat:
Tajemnica śmierci prezesa Najwyższej Izby Kontroli prof. Waleriana Pańki może zostać wyjaśniona. Według „Dziennika Zachodniego”, pomóc w tym może raport z likwidacji WSI autorstwa Antoniego Macierewicza.

Prof. Walerian Pańko zginął w 1991 roku w wypadku samochodowym na trasie szybkiego ruchu Warszawa – Katowice. Jego rządowa lancia zderzyła się z nadjeżdżającym z przeciwka samochodem marki BMW. Oprócz prezesa NIK w wypadku zginęły jeszcze dwie osoby.

Wokół śmierci Pańki narosło wiele wątpliwości. Zdaniem świadków, kolizję poprzedził wybuch. Ostatecznie winą obarczono kierowcę lancii, którego sąd skazał na trzy lata pozbawienia wolności w zawieszeniu. Po kilku miesiącach kierowca nagle umarł. Identyczny los spotkał policjantów drogówki, którzy byli obecni na miejscu wypadku prezesa NIK.

Jak twierdzi katowicka gazeta, nad sprawą zastanawia się prokurator krajowy Janusz Kaczmarek. Od kilku lat rozwikłania tej tajemnicy domaga się Fundacja Pamięci Michała Falzmana (podwładnego Pańki, kontrolera NIK, który wykrył nieprawidłowości w Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego i który również zmarł w tajemniczych okolicznościach).

– Wyjaśnienia trzeba szukać w archiwach służb specjalnych – potwierdza prof. Jerzy Przystawa z Uniwersytetu Wrocławskiego, współautor książki ujawniającej mechanizmy afery FOZZ.

Pańko był jednym z pierwszych, którzy publicznie mówili o nadużyciach związanych z FOZZ. Fundusz, który miał spłacać zagraniczne długi państwa, w rzeczywistości w sposób nielegalny wykupywał je przez spółki-pośredniczki. Szefami tych spółek byli ludzie związani z PRL-owskimi służbami specjalnymi, m.in. z Wojskowych Służb Informacyjnych. To oni stali się głównymi beneficjentami finansowych operacji, bo to na ich prywatne konta trafiały pieniądze.

Sensacyjne notatki pomogą wyjaśnić największą aferę RP?

tvp.info | dodane (17:09)

Akta w jednym z procesów w sprawie FOZZ (fot. PAP / Tomasz Gzell)
Po osiemnastu latach od tajemniczej śmierci Michała Falzmanna, inspektora NIK badającego aferę FOZZ, odnalazły się jego prywatne kalendarze. Zapiski, do których dotarł portal tvp.info, być może pozwolą w pełni odkryć kulisy funkcjonowania FOZZ.

W kalendarzach Michała Falzmanna, do których dotarł portal tvp.info, są zapiski z kontroli Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, precyzyjne informacje na temat spółek i banków, do których trafiały pieniądze z Funduszu, nazwiska osób, które organizowały cały proceder, daty, kwoty i numery przelewów. Zanotowane są też miejsca i daty spotkań inspektora NIK z najważniejszymi urzędnikami państwowymi, m.in. z ówczesnym premierem Janem Krzysztofem Bieleckim i szefami Narodowego Banku Polskiego.

Niektóre zapiski Falzmanna, w tym część notatek wyniesionych przez niego z Najwyższej Izby Kontroli, zaginęły w lipcu 1991 roku podczas włamania do jego domu. Sprawców tego włamania nie odnaleziono, a śledztwo szybko umorzono.
Tymczasem, jak ustalił portal tvp.info, Falzmann skrupulatnie przepisywał wszystkie informacje do dwóch kalendarzy. Dwa tygodnie przed śmiercią zdeponował je u swojego bliskiego przyjaciela, do którego udało się dotrzeć dziennikarzom tvp.info. Dzięki niemu nienaruszone notatki przetrwały wiele lat.

- Informacje zawarte w kalendarzach powinny przyczynić się do całkowitego wyjaśnienia afery FOZZ, a być może także do pociągnięcia do odpowiedzialności osób, które później tuszowały tę sprawę i przeszkadzały w śledztwie - mówi, oceniając notatki, prof. Mirosław Dakowski, autor książki „Via bank i FOZZ” odsłaniającej kulisy największej afery z okresu transformacji ustrojowej.

Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego został powołany na mocy ustawy z lutego 1989 roku. Jego zadaniem był niejawny skup polskich długów zagranicznych po niższych cenach. Pieniądze przeznaczone na ten cel zostały jednak z FOZZ wyprowadzone za granicę przez podstawione spółki, głównie Universal, kierowany przez Dariusza Przywieczerskiego (dziś poszukiwanego międzynarodowym listem gończym). Straty Skarbu Państwa szacuje się na 16 bilionów złotych. Cały proceder zorganizowały osoby związane z wojskowymi służbami specjalnymi PRL.

Sprawę FOZZ badał Michał Falzmann, młody kontroler NIK. W latach 1990-1991 odkrył szczegóły przepływu pieniędzy, wskazał spółki i banki, które w tym uczestniczyły oraz osoby za to odpowiedzialne. O aferze poinformował najważniejszych urzędników państwowych. 17 lipca 1991 roku, dzień po odsunięciu go od badania sprawy FOZZ, zmarł na zawał serca. Miał zaledwie 38 lat. Śledztwo w jego sprawie szybko zostało umorzone.

W sprawie FOZZ skazano m. in. byłego prezesa funduszu Grzegorza Żemka i główną księgową - Janinę Chim. Żemek odbywa karę 9 lat pozbawienia wolności w więzieniu na warszawskim Mokotowie. Janina Chim, skazana na 6 lat więzienia, skorzystała z prawa do przedterminowego zwolnienia w marcu 2008 roku.

Leszek Szymowski


ojojoj, gdyby to była prawda ..., to była przecież matka wszystkich przekrętów w "odrodzonej" Najjaśniejszej ...

Hmm, poniekąd się z Tobą zgadzam, ale mam też pewne zastrzeżenia.

Stary_Ork napisał/a:

Po to mamy konstytucję, żeby jasno określała, który organ władzy ma jakie kompetencje. Po to mamy zasadę trójpodziału władzy, żeby kompetencje się nie pokrywały (na przykład żeby prezydent nie mógł stanowić lub zmieniać prawa dla intrumentalnej realizacji swoich celów).

Oczywiście, masz rację…z drugiej jednak strony nie broni nas to dostatecznie. Co chwilę słyszy się o jakiś nadużyciach, nagięciach i innego rodzaju machlojach. A przecież ustrój o którym mówisz miał temu zapobiegać…

Mówi się, że „przestępstw nie da się wyplenić, można tylko ograniczać zasięg ich działania”. Pytanie jest teraz takie…czy w obecnej formie jest to spełnione możliwie jak najlepiej? Pominiemy przy ocenie to, co mówią w TV, bo ma ona naturę wyolbrzymiania wszystkiego.

Stary_Ork napisał/a:

Poza tym podwładni nadużywającego władzy mają prawo i obowiązek reagować – jeśli prezydent wyda funkcjonariuszom BOR-u rozkaz zastrzelenia wszystkich opozycjonistów w stolicy, to jest jasne, że nikt takiego rozkazu nie wykona (ponieważ ani prezydent, ani niktinny nie ma takich prerogatyw, i zostało to jasno określone).

Gdyby tak było, to komunizm zniknąłby z Polski rok po tym, jak przyszedł. Życie niestety mija się przeważnie z ustalonymi zasadami. To się tyczy tak drobnostek, jak i wielkich spraw.
Ludzie boją się tych, co mają władzę, bo mogą na tym wiele stracić. Doszedłem do takiego wniosku po praktykach w Urzędzie Miasta, gdy w czasie nieobecności prezydenta miasta odbywał się tam remont. Ludzie uwijali się, jak mrówki byle tylko zrobić wszystko i dobrze wypaść przed prezydentem. Lizusy kręcą się niemal z każdej strony; znam jeszcze inne sytuacje, może nawet bardziej wymowne, ale podaruję sobie. A przecież to tylko wierzchołek tej góry…
Nie znasz widać Orku powiedzonka, że „premierowi się nie odmawia”?

Żeby jednak nie schodzić zbytnio z tematu powrócę do wątku króla.

Stary_Ork napisał/a:

Kolejnym mechanizmem kontroli władzy są różnego rodzaju instytucje (takie jak Najwyższa Izba Kontroli, Trybunał Stanu, Zgromadzenie Narodowe i sądy). Jak usytuowany wobec nich miałby być król? Miejsce prezydenta, premiera, ministrów jest juz określone - króla trzeba by w tym systemie jakoś usytuować (nie wspominam nawet o wywracaniu konstytucji do góry nogami), co nie byłoby łatwym zadaniem. Przed kim monarcha miałby odpowiadać? Przed Bogiem i Historią, jak naczelnik Piłsudski? Czy przed prawem i narodem?

Faktycznie trzeba by było nad tym przysiąść i pomyśleć. Król mógłby mieć funkcję reprezentacyjną (podobnie, jak prezydent, czyli po prostu by go zastępował). W dalszej kolejności można by nadać mu jakieś inne role, np. dawanie znaku Marszałkowi Sejmu do rozpoczęcia obrad itp. Można przecież ustalić, czy król ma np. prawo wypowiadania się w czasie obrad sejmu, czy też mógłby co najwyżej je obserwować, albo w ogóle w nich by nie uczestniczył.

Po krótce – warto by było w tym zakresie spojrzeć na funkcje pełnione przez władców w innych krajach Świata (nie tylko WB). Wtedy odpowiedzi same przyjdą…

Wspomniane przez Ciebie instytucje kontroli państwa nie przestałyby przecież istnieć. Musiała by natomiast nastąpić zmiana w kompetencjach niektórych z tych organów. Spotkania z Królową Matką nie dotyczyły zazwyczaj spraw czysto politycznych, a tylko raczej miały poprawiać więzy dyplomatyczne między obu narodami. Dokładnymi ustaleniami zajmuje się przecież premier.

To, przed jaką instytucją i czy w ogóle król by odpowiadał zależałoby od tego, jak duże ma kompetencje.

Stary_Ork napisał/a:

po cholerę nam właściwie facet w śmiesznej czapce, z sekwoją genealogiczną i tytułami nie mieszczącymi się w książce telefonicznej, który od święta przebierze się w kretyński i niepraktyczny strój, a na co dzień będzie ojcował narodowi w zależności od swojego widzimisię? Nasi przodkowie w 1918 roku uznali, że nie lubią już monarchii, kiedy popędzono Radę Regencyjną. Po co wiosłować pod prąd?

W śmiesznej czapce? Chciałbyś mieć taką „czapkę”

No, ale odpowiadam. Nie jest nam on potrzebny po żadną cholerę. Chodzi raczej o nadanie państwu statusu, z którego moglibyśmy być dumni. Stwierdzenie, że „będzie ojcował narodowi w zależności od swojego widzimisię” jest bezpodstawne, bo nie masz czym go poprzeć. Nasi przodkowi wiele razy coś uznawali, tylko nie zawsze dobrze…a czy to akurat było mądre? Może i tak, zawsze to mniej wydatków w państwie. Podtrzymuję jednak swoje wcześniejsze zdanie, że byłoby ciekawie żyć w „Koronie”, ale nie jest to coś niezbędnego i bez tego obejdziemy się równie dobrze.

Poniżej prezentuje wybrane fragmenty dotyczące naszego miasta.
Co ciekawe skontrolowano tylko Warszawę (kilka dzielnic), Łódź, Katowice, Kraków, Gdańsk, Piaseczno i właśnie Radom.

--------------------------------------

Najwyższa Izba Kontroli
Informacja o wynikach kontroli koordynacji robót w zakresie przebudowy, modernizacji, remontów dróg i towarzyszącej infrastruktury na terenie wybranych aglomeracji miejskich.

Kontrolą objęto okres od dnia 1 stycznia 2006 r. do dnia 30 czerwca 2008 r.

Synteza wyników kontroli:
"W 4 jednostkach zarządzających drogami [Katowice, Piaseczno, Radom, Dzielnica Ursynów] nie założono łącznie 1415 książek dróg, w których dokonuje się m.in. dokumentowania okresowych kontroli stanu technicznego. (...) Nieprawidłowości te wskazują na niedostateczny nadzór nad zarządcami dróg, sprawowany przez prezydentów (burmistrzów) miast [Prezydentów miast: Gdańska, Krakowa, Katowic, Warszawy (nadzór nad ZTP), Radomia,Burmistrzów Dzielnic: Bemowa, Mokotowa, Ochoty, Ursynowa.]. Obowiązek przeprowadzania rocznych i pięcioletnich kontroli stanu technicznego dróg wynika z art. 62 ust. 1 ustawy z dnia 7 lipca 1994 r. - Prawo budowlane."

Koordynacja robót w pasie drogowym - Radom:
"zarządzający drogami Miejski Zarząd Dróg i Komunikacji, na początku roku budżetowego informował właścicieli sieci w pasie drogowym o planowanych remontach i inwestycjach. Informacje zwrotne, o planowanych zadaniach remontowych udzielane były tylko przez Wodociągi Miejskie. Przed przystąpieniem do robót zarządca drogi informował gestorów sieci o rozpoczynanym remoncie. Konieczne uzgodnienia były dokonywane na spotkaniach Zespołu Uzgodnień Dokumentacji Projektowej w Urzędzie Miejskim w Radomiu.
W kontrolowanym okresie zrealizowano 40 zadań w zakresie remontów i modernizacji dróg. W przypadku jednego zadania niedostatecznie skoordynowano działania zarządcy drogi i gestora sieci gazowniczej - wydłużono termin realizacji remontu w ul. Kelles Krauza w 2006 r. z powodu remontu sieci gazowej i warunków atmosferycznych (zima)."

Kontrole stanu technicznego dróg i prowadzenie książek dróg
"W Radomiu dokonywano kontroli okresowych stanu dróg, jednak przeprowadzane
były one przez osoby nieposiadające stosownych uprawnień (3 z 6 pracowników), co
było niezgodne z art. 62 ust. 4 ustawy Prawo budowlane.

NIK negatywnie ocenia brak ksiąŜek dróg lub niedokonywanie w nich
wymaganych wpisów. Było to niezgodne z art. 64 ust. 1 ustawy - Prawo budowlane
oraz z § 10 rozporządzenia Ministra Infrastruktury z dnia 16 lutego 2005 r. Brak ksiąŜek
dróg lub stosownych wpisów uniemożliwiał ich wykorzystywanie, jako zbioru
rzetelnych danych o stanie techniczno-eksploatacyjnym dróg. Książek dróg nie założyło
4 zarządców dróg, i tak:
(...)
Radom - prowadzona przez zarządcę drogi ewidencja nie zawierała Ŝadnych wpisów
dotyczących dróg innych niż krajowe i wojewódzkie."
Biorąc pod uwagę ten ostatni aspekt wypadamy wręcz fatalnie, w Gdańsku nie odnotowano remontu jednej ulicy, w Krakowie zapomniano o wpisywaniu objazdów, w Katowicach nie założono dla 40% podległych dróg.

Wykaz skontrolowanych podmiotów oraz jednostek organizacyjnych NIK, które przeprowadziły w nich kontrole
- Urząd Miasta w Radomiu
- Miejski Zarząd Dróg i Komunikacji w Radomiu

Lista osób zajmujących kierownicze stanowiska, odpowiedzialnych za skontrolowaną działalność
Prezydent Miasta Radomia:
- Zdzisław Marcinkowski: 10.11.2002 r. - 26.11.2006 r.
- Andrzej Kosztowniak: 26 listopada 2006 r. -
Dyrektor Miejskiego Zarządu Dróg i Komunikacji w Radomiu:
- Marek Czyż: 23 stycznia 2001 r.


Dodam na koniec, że zabrakło mi w ocenie ogólnej % ile radomskich dróg znajduje się w złym bądź bardzo złym stanie. Cieszy natomiast fakt, że u nas nie odnotowano patologii w postaci zrywania nawierzchni po 6 miesiącach bo się wodociągom przypomniało. U nas jedynie wskazano na opóźnienie przy Kelles-Krauza z winy gazowni.

RAPORT: http://nik.gov.pl/docs/in...ch_miastach.pdf



Sitedesign by AltusUmbrae.